Ant-Man i Osa – Recenzja

Po miesiącu oczekiwania na polską premierę, film “Ant-Man i Osa” wreszcie zagościł w naszych kinach. “Wreszcie” jest tutaj słowem kluczowym – sequel “Ant-Mana” spełnia wszelkie oczekiwania.

 

Recenzja nie zawiera spoilerów.

 

Ant-Man i Osa to trzeci w tym roku film Marvel Studios, a dwudziesty ogólnie. Po ciepło przyjętym Ant-Manie, fani oczekiwali równie dobrego, lekkiego i zabawnego widowiska. Film kontynuuje wątki z pierwszej części i z Wojny bohaterów, w której pojawił się Scott Lang, tytułowy Ant-Man. Tym razem w duecie z Osą, Hope van Dyne, bohaterowie mierzą się z konsekwencjami swoich działań z przeszłości, jednocześnie chroniąc przy tym swoich członków rodziny.

 

Te właśnie dwa motywy przewodziły filmowi – rodzina i błędy przeszłości. Jak wiemy z pierwszej części, zarówno motywacje Scotta, jak i Hope pochodzą z poczucia konieczności ratowania rodziny. Scott chce zapewnić odpowiednią przyszłość swojej córce, którą rzadko widuje przez własne czyny. Hope troszczy się o ojca, Hanka Pyma i wspólnie liczą na odnalezienie Janet van Dyne, matki Hope. Ant-Man i Osa pełną mocą celuje zatem w widowisko familijne – jednocześnie poprzez rodzinne wątki i uniwersalny, lekki styl.

 

Generalny odbiór filmu opiera się na lekkości, prostocie, zabawie i małej skali. Premiera odbyła się zatem w idealnym momencie – jest to zupełna odwrotność Avengers: Wojny bez granic pod względem nastroju, co dodaje różnorodności filmom Marvela. Głównym, zapadającym w pamięć elementem jest humor – Ant-Man i Osa jest wyjątkowo bawi przez całą długość seansu. Humor jest bardzo przyjemny, skierowany dla wszystkich odbiorców. Zazwyczaj takie określenie oznacza żarty proste do odbioru dla dzieci, ale tutaj komizm opiera się na bardzo kreatywnych sytuacjach, a śmiechy na sali było słychać od wszystkich widzów, niezależnie od wieku. Nie należę do osób śmiejących się na głos po każdym lepszym żarcie, ale w tym wypadku wielokrotnie zdarzyło mi się szczerze roześmiać.

 

Mała skala całości widowiska świetnie kontrastuje na tle reszty filmów Kinowego Uniwersum Marvela. Bohaterowie nie ratują świata, ludzkości, nawet miasta. Heroizm ogranicza się do chęci ocalenia pojedynczych, bliskich osób. Ta odmienność od stereotypowego wizerunku filmu superbohaterskiego genialnie sprawdza się, kiedy mamy do czynienia z bohaterami jak Ant-Man czy Osa. Dodaje to wielkiej wiarygodności i pozwala lepiej utożsamić się z problemami poruszanymi w filmie. Wszystko to jest oczywiście przeniesione na płaszczyznę science-fiction, ale założenia i ich odbiór pozostaje ten sam. Jest to też genialny ruch dla całości serii, który pozwoli ją urozmaicić i nie przeciążyć widzów zbyt wieloma filmami o podobnej tematyce.

 

Bardzo ciekawym elementem jest antagonistka filmu. Śmiem stwierdzić, że Ant-Man i Osa jest pierwszym filmem superbohaterskim, w którym nie ma walki dobra za złem w głównym konflikcie. Oczywiście pojawiają się poboczne postaci, mające wpływy na czarnym rynku, ale pobocznych zbirów zostawiłbym właśnie z boku. Główna antagonistka, Ghost, ma świetnie napisane motywacje, pozwalając jej być przeciwnikiem dla głównych bohaterów, ale nie stając po stronie zła. Oczywiście, każdy złoczyńca jest bohaterem według swojego punktu widzenia, ale Ghost nie dąży do niczego, co można uznać za złe. Konflikt polega na różnicy wartości, który ponownie zwraca się do motywów rodziny i błędów przeszłości.

 

Sama fabuła filmu jest bardzo prosta. Opiera się na jednym celu, który rozpoczyna się już na samym początku widowiska i przez całą swoją długość prowadzi do jednego punktu kulminacyjnego. Ant-Man i Osa przypomina pościg, w którym wszystkie wątki łączą się z owym punktem bądź przeszkodami w jego osiągnięciu. Dzięki temu film jest bardzo dynamiczny, co nie oznacza braku koniecznych, “wolniejszych” scen budujących charakter konkretnych postaci – są one bardzo dobrze wplecione w szybki nurt wydarzeń, który na korzyść filmu ogranicza się do własnej historii, nie opierając się na innych produkcjach MCU. Nie oznacza to braku powiązań z serią, których jest sporo. Ant-Man i Osa skupia się na przekazaniu własnej historii i ten cel spełnia.

 

Kiedy głównym motywem jest rodzina, nawet w komedii należy być przygotowanym na emocjonalne momenty, które w filmie były naprawdę poruszające. Od początku film buduje relacje między postaciami na oczach widzów, zwracając uwagę na siłę utraty rodziny, kontynuując wątki z pierwszego Ant-Mana.

 

Para bohaterów jest głównym elementem zainteresowania u odbiorcy. Rozwój i dynamika Scotta i Hope pchają fabułę do przodu, nie polegając na postaciach drugoplanowych. Te zaś były równie dobrze rozwinięte w stosunku do wielkości swojej roli – gwiazdą postaci drugoplanowych jest oczywiście Luis, jedna z najzabawniejszych postaci MCU, ale na szczególne wyróżnienie zasługuje Cassie – pomimo swojego wieku, aktorka Abby Ryder Fortson ma ogromny talent i kradnie każdą scenę, w której się pojawia.

 

Motyw muzyczny jest taki sam jak w pierwszej części, kontynuując dobrze odebraną ścieżkę dźwiękową Ant-Mana. Nie jestem osobą, która szczególnie zwraca uwagę na muzykę, ale uważam, że jest równie dobrze jak w pierwszej części. Efekty specjalne są bezbłędne i spójnie towarzyszą klimatowi filmu przez całość seansu. Sceny po napisach ucieszą fanów serii.

 

Ant-Man i Osa jest filmem praktycznie bezbłędnym. Nie potrafię wymyślić żadnego minusa – po prostu niektóre plusy nie są wystarczająco wielkie. Film jest przede wszystkim poprawny pod każdym względem i zachwyca wystarczająco, żeby dobrze się bawić, zapaść w pamięć i wyróżnić się na tle produkcji Kinowego Uniwersum Marvela. Peyton Reed świetnie sprawdził się w roli reżysera obu części i mam nadzieję, że Marvel Studios już planuje trzecią odsłonę z tymi samymi twórcami.

 

9/10

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *